czwartek, 10 października 2013

Rozdział drugi

Zdaję sobie sprawę, że to pierwsze rozdziały, w których nic się praktycznie nie dzieje, ale mam zamiar już niedługo wprowadzić ciekawszą akcję C:
Naprawdę ucieszyłby mnie chociaż jeden komentarz, bym miała dla kogo pisać.

~~~~~~

Szła z Ronem przez las. Trzymali się za ręcę, rozmawiając o głupotach. Byli tacy szczęśliwi. Niestety ta sielanka nie trwała długo. Zza drzewa wyskoczył olbrzymi szary wilk i natychmiast rzucił się rudzielcowi do gardła. Hermiona nie zdążyła nawet krzyknąć, bowiem ktoś złapał ją od tyłu i dłonią zasłonił usta. Ron posłał jej pełne obrzydzenia spojrzenie.

-Bratasz się z wrogiem – wyszeptał ostatkiem sił, po czym runął bezwładnie na ziemię.

Po chwili na jej oczach wilk zaczął się przemieniać w człowieka, a dokładniej we właściciela pewnych szarych tęczówek. Ich obraz nawiedzał ją od czasu pamiętnej bitwy. Patrzyła się z nienawiścią prosto w jego oczy, lecz nagle poczuła, że stojąca za nią postać zaczyna nią potrząsać. Odwróciła się szybko i zauważyła wściekłą twarz Pansy Parkinson.

-Obudź się, Granger – dotarł do Hermiony poirytowany damski głos.

Powoli rozchyliła powieki. Jednak widok jaki zastała sprawił, że natychmiast zamknęła je ponownie. Czy to możliwe, że jeszcze spała? Tym razem szerzej otworzyła oczy. Przed nią rzeczywiście stała Mopsica. Jej z początku zdenerwowana twarz zaczęła zmieniać swój wyraz na widok budzącej się gryfonki. Brązowowłosa rozejrzała się po przedziale. Oprócz nich nie było w nim nikogo.

- Gdzie są wszyscy? – wymamrotała zaspana.

- Poszli – odpowiedziała beztrosko Pansy. – Nie martw się, zabrali ze sobą Weasleyównę. No, Granger, wstawaj, musimy już iść, chyba że wolisz wrócić do Londynu.

Hermiona po tych słowach natychmiast oprzytomniała. Rzeczywiście, nie chciała wrócić do Londynu. Zdziwiła się jednak, że Ginny poszła ze ślizgonami. Była też zła na przyjaciółkę, bo ta na nią nie poczekała, a gryfonce wcale nie uśmiechała się podróż z Mopsicą. Jednak jeśli jej słowa były prawdziwe, to pociąg miał za chwilę jechać w drogę powrotną. Chcąc nie chcąc, wstała i wyszła za ślizgonką z przedziału. Kiedy opuściły pociąg, brunetka uśmiechnęła się.

- Patrz, Granger, zostawili nam powóz, nie musimy iść na piechotę – rzekła wesoło.

Hermiona wpatrywała się w ciągnące powóz testrale. Po wojnie widział je niemal każdy uczeń Hogwartu. Po wojnie, która przyniosła tak wiele niepotrzebnej śmierci. Tak naprawdę gryfonka zastanawiała się jednak nad zachowaniem koleżanki. Była dla niej wyjątkowo miła. Od samego początku nie rzuciła ani jednej nieprzyjemnej uwagi. A przecież nigdy się nie lubiły. Ślizgonka wszędzie towarzyszyła Malfoyowi i wraz z nim obrażała ją i wyzywała od szlam.

- Mów o co ci chodzi, Parkinson – warknęła wchodząc do powozu.

- Nie rozumiem – zdziwiła się czarnowłosa, zajmując miejsce naprzeciw Miony.

- Bezinteresownie nigdy nie byłabyś tak miła dla szlamy.

- Och daj spokój, Granger – odparła machając lekceważąco ręką. – Wojna minęła, zapomnijmy o tych starych potyczkach. Tak naprawdę nigdy nic do ciebie nie miałam.

- Ale jak to? – gryfonka zdziwiła się nie na żarty. – Tyle razy mnie wyzywaliście, razem z Malfoyem…

-Właśnie, z Malfoyem – przerwała jej Pansy. – Zachowywałam się podle, wiem, ale tak naprawdę czystość krwi nigdy nie była dla mnie najważniejsza. Za to Draco… Tak, on się tym kierował na każdym kroku. A ja byłam głupia, beznadziejnie zakochana w kimś, kto nigdy nie będzie czuł do mnie tego samego. Robiłam wszystko, by mu się przypodobać. Jak widać bezskutecznie, a na dodatek raniąc po drodze niewinne osoby.

-Czekaj, jak to byłaś? – Hermiona była zdumiona historią koleżanki, a jednocześnie bardzo ją to ciekawiło. – Myślałam, że ty i Malfoy…

- Że coś z tego wyjdzie? – Parkinson zaśmiała się. – Też tak kiedyś myślałam. Na szczęście te czasy się skończyły, a Draco nie jest dla mnie nikim więcej, niż dobrym przyjacielem. Teraz, gdy wojna się skończyła, chcę naprawić swoje błędy. – wyciągnęła dłoń do gryfonki, posyłając jej zachęcający uśmiech. – To co, może zacznijmy całą tą znajomość od nowa?

Brązowowłosa w zdumieniu patrzyła na wyciągniętą rękę brunetki. Nie mogła uwierzyć, że ślizgonka chce ją w ten sposób przeprosić, raczej podejrzewała jakiś postęp.

- To nie jest żaden postęp, Granger – Pansy zdawała się czytać jej w myślach. – Naprawdę jest mi przykro z powodu tego, co musiałaś przeze mnie znosić.

Te słowa wydały się Hermionie naprawdę szczere. A co mi tam, pomyślała, to ostatni rok w Hogwarcie, trzeba czasem zaszaleć. Najwyżej później będę tego żałowała.

-W porządku Pansy – z uśmiechem uścisnęła jej rękę. – Między nami zgoda.

Do Wielkiej Sali dotarły z minimalnym opóźnieniem, tak że ominęła je jedynie Ceremonia Przydziału. Były pewne, że Tiara znów kazała jednoczyć się w obliczu niebezpieczeństwa, które przecież było już zażegnane. Dziewczyny pożegnały się uśmiechem i rozeszły do swoich stołów. Hermiona zajęła miejsce pomiędzy Ginny a Neville’m, który przez te wakacje wyjątkowo zmężniał. Zza Rudej wyłonił się Harry i już otwierał usta, by o coś spytać, gdy wstała profesor McGonagall, prosząc o ciszę.

- Moi drodzy – zaczęła swym szorstkim tonem, gdy tylko ucichły ostatnie szepty. – Witam was w nowym roku w Hogwarcie. Bardzo się cieszę, że przybyliście, aby kontynuować naukę w naszej szkole. Z wielką radością witam także uczniów siódmego roku. Większość z was brała udział w Bitwie o Hogwart, za co jesteśmy wam dozgonnie wdzięczni, więc tym bardziej cieszę się, widząc wasze twarze, i jestem dumna, że postanowiliście dokończyć waszą naukę na ostatnim roku i przystąpić do OWUTEMów.

Cała sala zaczęła klaskać. Okazało się jednak, że to nie koniec przemowy.

- Kochani, proszę jeszcze o chwilę ciszy. – ciągnęła McGonagall. – Jak zapewne domyśleliście się już, odtąd to ja będę spełniać funkcję dyrektora, ale wciąż mam zamiar nauczać was transmutacji. Natomiast za wielkie zasługi dla szkoły, moim zastępcą zostaje Severus Snape, który będzie także nauczycielem eliksirów.

Wspomniany powstał i skłonił się lekko, po czym z powrotem usiadł na swoim krześle. Po Sali przeszedł szmer niedowierzania. Wszyscy wiedzieli, że Snape zginął ugryziony przez węża Voldemorta, Nagini, o czym oznajmił im sam Wybraniec, który widział to na własne oczy. Jednak, jak się okazało, przeżył, i sądząc po swoim tradycyjnym pogardliwym uśmieszku, miał się całkiem dobrze.

- Pragnę wam przedstawić jeszcze jednego nowego nauczyciela – ciągnęła dalej dyrektorka, nie zważając na reakcję uczniów. – W tym roku lekcje Obrony przed Czarną Magią będziecie mieć z profesor Narcyzą Malfoy.

Teraz wśród uczniów wybuchła wrzawa. Nie mogli uwierzyć, że zatrudniono w Hogwarcie żonę śmierciożercy! Wspomniana kobieta widząc reakcję młodzieży wyraźnie posmutniała, i nawet nie podniosła się z miejsca. Hałas wśród uczniów zdecydowanie ucichł, kiedy stojące na stole półmiski wypełniły się przepysznym jedzeniem. Wszyscy poczuli głód i po chwili na Sali słychać było jedynie gwar rozmów.

- Miona, wiesz, ci ślizgoni nie są tacy źli – szczebiotała podekscytowana Ginny. – Chociaż Malfoy jest okropny. Nic by nie robił, tylko nas obrażał. Ale Blaise cały czas był po naszej stronie i uciszał go… Miona? Słuchasz mnie?

-Tak, Ginny, słucham – potwierdziła brązowowłosa gryfonka. Jej myśli jednak krążyły wokół innego tematu. Nie mogła zrozumieć, dlaczego McGonagall zaufała Narcyzie Malfoy. Przecież jej mąż był zagorzałym śmierciożercą, a siostra osobą najbliższą Czarnemu Panu. Może i sama kobieta przeszła z synem na stronę Zakonu Feniksa, lecz chyba nie był to wystarczający powód, by dać jej pod opiekę uczniów Hogwartu.

Ginny dalej wesoło opowiadała, co działo się podczas snu Hermiony, gdy wychodziły z Wielkiej Sali i kierowały swe kroki w stronę Wieży Gryffindoru. Tuż pod portretem Grubej Damy brązowowłosa wpadła jednak na kogoś, co wyrwało ją z zamyślenia.

Przed gryfonką stał wściekły Ron. Twarz miał czerwoną aż po cebulki rudych włosów, a jego wzrokiem nie pogardziłby nawet sam Bazyliszek.

- Gdzie byłaś przez całą drogę? –wysyczał przez zęby. – I czemu weszłaś do Wielkiej Sali z Mopsicą, najwyraźniej w przyjacielskich stosunkach?!

Hermiona zmierzyła chłopaka chłodnym spojrzeniem. Może i byli razem, ale to wszystko przekraczało wszelkie granice. Merlinie, miała dopiero 17 lat, nie chciała być na każdym kroku kontrolowana!

- Nie twoja sprawa, Ronaldzie – odrzekła chłodno z obojętnością wypisaną na twarzy. – I zapomniałeś chyba, że Pansy ma imię.

Po tych słowach szybkim krokiem przeszła przez dziurę w portrecie i od razu podążyła do dormitorium, które dzieliła z Ginny, zostawiając Rona i przysłuchujących się ich rozmowie gryfonów w osłupieniu.

11 komentarzy:

  1. Witaj! :) A więc mówisz, że ucieszyłby cię choć jeden komentarz, tak? A więc proszę bardzo! Odtąd będziesz ich miała więcej, bo spodobał mi się początek tej historii i na pewno będę tu częściej wchodzić, żeby zobaczyć czy dodałaś nowy rozdział. Nie mogę się diczekać co będzie dalej!
    Życzę weny i pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę dziękuję za te miłe słowa, mam nadzieję że się nie zawiedziesz :)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybacz mi! Musiałam usunąć parę komentarzy bo 4 razy dodał się ten sam kometarz, nie mam pojęcia czemu...
    Jeszcze raz pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  6. To teraz będziesz miała wenę x 2 :)
    Wiesz kim jestem, prawda ? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Super zaczynasz, bardzo ciekawie sie zapowiada i już nie mogę doczekać się kolejnej notki :)

    Zapraszam do mnie, dopiero zaczynam: http://dramione-never-say-never.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Jezusie *.*
    CUDOCUDOCUDOCUDO!
    Kocham tego bloga ♥
    Masz talent do pisania ^^
    I szablon genialny *o*
    Tak mnie zaciekawiłaś, że nie wytrzymam do nn notki !
    A to rzadko się zdarza :o
    Czekam na nn i WENY ;*
    Pozdrawiam ♥
    http://dramione-milosc-przez-glupote.blogspot.com/
    PS nowy rozdział :>

    OdpowiedzUsuń