wtorek, 22 października 2013

Rozdział trzeci

Notka bardzo krótka, wiem, planowałam dłuższą, ale niestety szkoła nie odpuszcza :c Publikuję więc ten "kawałek" rozdziału, żeby nikt nie pomyślał, że już na samym początku opuszczam bloga. Po prostu nie mam aktualnie za bardzo czasu na pisanie, może w weekend me się uda :) Z góry uprzedzam, że rozdziały będą pojawiały się raczej nieregularnie.
Dziękuję bardzo za komentarze pod ostatnią notką, szczególnie one zmotywowały mnie bym dodała to "coś" :)
Zapraszam do czytania!

~~~~

Hermionę obudziły ciepłe promienie słońca, łaskoczące ją po nosie. Powoli podniosła się i przeciągnęła. Ładna pogoda za oknem pozotywnie wpływała na jej samopoczucie i nawet wspomnienie wczorajszej kłótni z Ronem nie zepsuło jej humoru. Gryfonka zerknęła na zegarek. Właśnie minęła ósma. Spojrzała na łóżko swojej współlokatorki. Ginny wciąż spała. Miona uśmiechnęła się i poszła do łazienki. Przynajmniej mogę się spokojnie przygotować, pomyślała. Wzięła szybki prysznic, który ostatecznie ją rozbudził. Następnie umyła zęby i rozczesała włosy. Wychodząc z łazienki, uśmiechnęła się do swego odbicia.

Hermiona weszła do dormitorium. Ruda wciąż spała.

- Obudź się, Gin. – powiedziała, potrząsając ramieniem przyjaciółki.

- Pobudka, Ginny! – gryfonka podniosła głos, ale i to nie podziałało.

W końcu z westchnięniem wzięła z półki swoją różdżkę.

-Aquamenti. – wyszeptała i ze śmiechem obserwowała reakcję przyjaciółki.

Z jej różdżki wylał się strumień zimnej wody i trafił prosto w twarz Rudej. Ta, gwałtownie obudzona, aż podskoczyła z krzykiem, i natychmiast znalazła się w pozycji siedzącej. Zdezorientowana rozejrzała się po pokoju. Dopiero po paru chwilach dostrzegła roześmianą Hermionę z różdżką w ręku.

- I co się śmiejesz? – warknęła Ginny, ale po chwili sama zaczęła się śmiać. – Masz rację, musiałam wyglądać naprawdę zabawnie.



Śmiały się jeszcze kilka chwil, po czym Ruda spojrzała na zegarek.
- Nie wierzę, za kwadrans śniadanie! – wykrzyknęła i pognała do łazienki.

Hermiona w tym czasie postanowiła się ubrać. Wyjęła z szafy zwykły biały top i ciemne rurki, a na to wszystko zarzuciła szatę uczniowską z wyszytym na piersi lwem. Po chwili z łazienki wybiegła Ruda, założyła na siebie to, co jej wpadło w ręce i już zmierzała w kierunku dzrzwi.

- Zaczekaj! – zawołała za nią Hermiona. – Masz dwie różne skarpetki i bluzkę na lewą stronę.

Ginny zatrzymała się wpół kroku i obejrzała w wiszącym nad toaletką lusterku.

- No nie – westchnęła. – Chyba to nie jest mój szczęśliwy dzień.

Natychmiast się przebrała, po czym obie gryfonki ruszyły w stronę Wielkiej Sali.

- Jak się cieszę, że mam już za sobą sumy, a owutemy dopiero za rok – uśmiechnęła się Ruda. – Nie muszę się na razie martwić nauką, tylko odpocząć po wojnie.

- Ja niestety nie mam tak dobrze – westchnęła Hermiona. – Po lekcjach chyba pójdę do biblioteki.

- Daj spokój, Miona. Przecież wczoraj dopiero przyjechałyśmy do Hogwartu!

- Każdy dzień jest ważny, jeżeli chce się zdać owutemy z dobrym wynikiem – odparła pouczającym tonem prefekt naczelna gryffindoru.

- I tak dostaniesz same wybitne – wymamrotała pod nosem Ginny, wchodząc do Wielkiej Sali.

Przyjaciółki usiadły na ławie przy stole gryffindoru. Hermiona smarowała swojego tosta dżemem, kiedy obok niej zajął miejsce Ron.

- Mionka, ja przepraszam. – wyszeptał smutno. – Nie chciałem cię urazić. Po prostu wkurzyło mnie, że weszłaś do Sali z Mopsicą… to znaczy z Parkinson – natychmiast się poprawił, widząc surowe spojrzenie gryfonki. – I to na dodatek najwyraźniej pogodziłyście się za sobą. Po prostu bałem się, że zaraz po Mo… Parkinson, będziesz chodziła za rękę z Malfoyem – ostatnie słowa wypowiedział z taką odrazą, że pewnie z trudem przeszły mu przez gardło.

Brązowowlosa jeszcze dłuższą chwilę przyglądała się rudzielcowi, ale gdy stwierdziła, że nie powie on nic więcej, postanowiła zabrać głos.

- W porządku, Ron –westchnęla. – Naprawdę nie mam ochoty się z tobą kłócić – uśmiechnęła się. - Ale tego Malfoya mogłeś sobie darować.

Ron także się uśmiechnął. Reszta śniadania upłynęła gryfonom na przyjemnej pogawędce oraz jedzeniu. Wszyscy byli w radosnych nastrojach, w czym niemałą zasługę miała pogoda. Tylko Snape w swojej zwykłej czarnej szacie był chyba jeszcze bardziej ponury niż zwykle. Właśnie jego osoba przypomniała Hermionie, że miała zamiar porozmawiać z Wybrańcem.

- Harry – na te słowa siedzący obok Ginny czarnowłosy okularnik odwrócił się w stronę wołającej go gryfonki. – Jak to się stało, że Snape żyje? Przecież widziałeś jego śmierć…

Czarnowłosy wzruszył ramionami.

- Ostatkiem sił oddał mi swoje wspomnienia – zamyślił się. – Te ukąszenia były dość poważne, a do tego jadowite. Nie jestem magomedykiem, ale wydawało mi się, że są śmiertelne. Poza tym Snape zamknął oczy i przestał oddychać. Wydało mi się oczywiste, że nie żyje.

- Może ktoś go odnalazł, jak stamtąd odeszliśmy, choć to mało prawdopodobne. – zastanawiała się głośno Hermiona. – Zresztą ty też umarłeś, ale wróciłeś…

- To było co innego – zaprzeczył Harry. – Voldemort zabił mnie, a właściwie znajdującego się we mnie horkruksa, Avadą, i miałem możliwość powrotu, a Snape’a ukąsiła Nagini.

Ich rozmowę przerwało przybycie McGonagall.

- Oto wasze plany lekcji. Mam nadzieję, że nie będziecie mieć do nich żadnych uwag. – oznajmiła surowo, wręczając każdemu do ręki kartkę.

Hermiona spojrzała na swój plan. Najpierw transmutacja z krukonami, potem dwie godziny eliksirów i obrona przed czarną magią ze ślizgonami. Mogło być gorzej. Gryfonka podniosła wzrok akurat wtedy, gdy naprzeciwko niej przechodziła Pansy Parkinson.

- Cześć, Hermiona – ślizgonka uśmiechnęła się i zatrzymała przy stole gryfonów. – Do zobaczenia na eliksirach.

Brązowowłosa także się uśmiechnęła. Kątem oka zerknęła na stół ślizgonów. Koleżanki Pansy miały bardzo niezadowolone miny, Malfoy wyglądał na szczerze zaskoczonego, a Blaise śmiał się, patrząc na blondyna.

Kiedy Pansy odeszła, Ron spojrzał na Hermionę.

- A więc już jesteście po imieniu – warknął nieprzyjemnie, ale po chwili się opanował. – W porządku – dodał już spokojniej. – Tak poza tym, musimy porozmawiać. Może po lunchu na błoniach?

- Dobrze – powiedziała gryfonka. Była zaintrygowana, ale postanowiła o nic nie pytać. W końcu i tak dowie się, o co chodzi rudzielcowi.

- Tak, wiem, że przyjemnie sobie rozmawiacie – nagle za nimi stanął Harry. – Ale chyba nie chcecie spóźnić się na pierwszą w roku lekcję, do tego z dyrektorką.

Po tych słowach i pożegnaniu się z Ginny, trójka przyjaciół ruszyła na zajęcia transmutacji.

3 komentarze:

  1. Fantastyczny!
    Genialny!
    Czarujący!
    Piękny!
    Fenomenalny!
    Uwielbiam tego bloga!
    Tak bardzo ma oryginalny styl, że po prostu nie da się tego opisać słowami ! ♥
    Jakim prawem piszesz tak świetnie, hmm? -.-
    Zazdroszcę talentu! ♥
    Tak lekko się czytało ten rozdział, że po prostu *.*
    Czekam na nn i życzę WENY ;*
    Pozdrawiam ♥
    http://dramione-milosc-przez-glupote.blogspot.com/
    (nowy rozdział :D )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, to takie miłe *-*, szkoda że pani od polskiego tak mnie nie docenia xD
      przeczytałam Twoją notkę już raną, właśnie lecę komentować, ale dziękuję za powiadomienie ;3

      Usuń
  2. Wysłałam do ciebie e-maila, czekam na odpowiedź :)

    OdpowiedzUsuń