Notka bardzo krótka, wiem, planowałam dłuższą, ale niestety szkoła nie odpuszcza :c Publikuję więc ten "kawałek" rozdziału, żeby nikt nie pomyślał, że już na samym początku opuszczam bloga. Po prostu nie mam aktualnie za bardzo czasu na pisanie, może w weekend me się uda :) Z góry uprzedzam, że rozdziały będą pojawiały się raczej nieregularnie.
Dziękuję bardzo za komentarze pod ostatnią notką, szczególnie one zmotywowały mnie bym dodała to "coś" :)
Zapraszam do czytania!
~~~~
Hermionę obudziły ciepłe promienie słońca, łaskoczące ją po nosie. Powoli podniosła się i przeciągnęła. Ładna pogoda za oknem pozotywnie wpływała na jej samopoczucie i nawet wspomnienie wczorajszej kłótni z Ronem nie zepsuło jej humoru. Gryfonka zerknęła na zegarek. Właśnie minęła ósma. Spojrzała na łóżko swojej współlokatorki. Ginny wciąż spała. Miona uśmiechnęła się i poszła do łazienki. Przynajmniej mogę się spokojnie przygotować, pomyślała. Wzięła szybki prysznic, który ostatecznie ją rozbudził. Następnie umyła zęby i rozczesała włosy. Wychodząc z łazienki, uśmiechnęła się do swego odbicia.
Hermiona weszła do dormitorium. Ruda wciąż spała.
- Obudź się, Gin. – powiedziała, potrząsając ramieniem przyjaciółki.
- Pobudka, Ginny! – gryfonka podniosła głos, ale i to nie podziałało.
W końcu z westchnięniem wzięła z półki swoją różdżkę.
-Aquamenti. – wyszeptała i ze śmiechem obserwowała reakcję przyjaciółki.
Z jej różdżki wylał się strumień zimnej wody i trafił prosto w twarz Rudej. Ta, gwałtownie obudzona, aż podskoczyła z krzykiem, i natychmiast znalazła się w pozycji siedzącej. Zdezorientowana rozejrzała się po pokoju. Dopiero po paru chwilach dostrzegła roześmianą Hermionę z różdżką w ręku.
- I co się śmiejesz? – warknęła Ginny, ale po chwili sama zaczęła się śmiać. – Masz rację, musiałam wyglądać naprawdę zabawnie.
Śmiały się jeszcze kilka chwil, po czym Ruda spojrzała na zegarek.
- Nie wierzę, za kwadrans śniadanie! – wykrzyknęła i pognała do łazienki.
Hermiona w tym czasie postanowiła się ubrać. Wyjęła z szafy zwykły biały top i ciemne rurki, a na to wszystko zarzuciła szatę uczniowską z wyszytym na piersi lwem. Po chwili z łazienki wybiegła Ruda, założyła na siebie to, co jej wpadło w ręce i już zmierzała w kierunku dzrzwi.
- Zaczekaj! – zawołała za nią Hermiona. – Masz dwie różne skarpetki i bluzkę na lewą stronę.
Ginny zatrzymała się wpół kroku i obejrzała w wiszącym nad toaletką lusterku.
- No nie – westchnęła. – Chyba to nie jest mój szczęśliwy dzień.
Natychmiast się przebrała, po czym obie gryfonki ruszyły w stronę Wielkiej Sali.
- Jak się cieszę, że mam już za sobą sumy, a owutemy dopiero za rok – uśmiechnęła się Ruda. – Nie muszę się na razie martwić nauką, tylko odpocząć po wojnie.
- Ja niestety nie mam tak dobrze – westchnęła Hermiona. – Po lekcjach chyba pójdę do biblioteki.
- Daj spokój, Miona. Przecież wczoraj dopiero przyjechałyśmy do Hogwartu!
- Każdy dzień jest ważny, jeżeli chce się zdać owutemy z dobrym wynikiem – odparła pouczającym tonem prefekt naczelna gryffindoru.
- I tak dostaniesz same wybitne – wymamrotała pod nosem Ginny, wchodząc do Wielkiej Sali.
Przyjaciółki usiadły na ławie przy stole gryffindoru. Hermiona smarowała swojego tosta dżemem, kiedy obok niej zajął miejsce Ron.
- Mionka, ja przepraszam. – wyszeptał smutno. – Nie chciałem cię urazić. Po prostu wkurzyło mnie, że weszłaś do Sali z Mopsicą… to znaczy z Parkinson – natychmiast się poprawił, widząc surowe spojrzenie gryfonki. – I to na dodatek najwyraźniej pogodziłyście się za sobą. Po prostu bałem się, że zaraz po Mo… Parkinson, będziesz chodziła za rękę z Malfoyem – ostatnie słowa wypowiedział z taką odrazą, że pewnie z trudem przeszły mu przez gardło.
Brązowowlosa jeszcze dłuższą chwilę przyglądała się rudzielcowi, ale gdy stwierdziła, że nie powie on nic więcej, postanowiła zabrać głos.
- W porządku, Ron –westchnęla. – Naprawdę nie mam ochoty się z tobą kłócić – uśmiechnęła się. - Ale tego Malfoya mogłeś sobie darować.
Ron także się uśmiechnął. Reszta śniadania upłynęła gryfonom na przyjemnej pogawędce oraz jedzeniu. Wszyscy byli w radosnych nastrojach, w czym niemałą zasługę miała pogoda. Tylko Snape w swojej zwykłej czarnej szacie był chyba jeszcze bardziej ponury niż zwykle. Właśnie jego osoba przypomniała Hermionie, że miała zamiar porozmawiać z Wybrańcem.
- Harry – na te słowa siedzący obok Ginny czarnowłosy okularnik odwrócił się w stronę wołającej go gryfonki. – Jak to się stało, że Snape żyje? Przecież widziałeś jego śmierć…
Czarnowłosy wzruszył ramionami.
- Ostatkiem sił oddał mi swoje wspomnienia – zamyślił się. – Te ukąszenia były dość poważne, a do tego jadowite. Nie jestem magomedykiem, ale wydawało mi się, że są śmiertelne. Poza tym Snape zamknął oczy i przestał oddychać. Wydało mi się oczywiste, że nie żyje.
- Może ktoś go odnalazł, jak stamtąd odeszliśmy, choć to mało prawdopodobne. – zastanawiała się głośno Hermiona. – Zresztą ty też umarłeś, ale wróciłeś…
- To było co innego – zaprzeczył Harry. – Voldemort zabił mnie, a właściwie znajdującego się we mnie horkruksa, Avadą, i miałem możliwość powrotu, a Snape’a ukąsiła Nagini.
Ich rozmowę przerwało przybycie McGonagall.
- Oto wasze plany lekcji. Mam nadzieję, że nie będziecie mieć do nich żadnych uwag. – oznajmiła surowo, wręczając każdemu do ręki kartkę.
Hermiona spojrzała na swój plan. Najpierw transmutacja z krukonami, potem dwie godziny eliksirów i obrona przed czarną magią ze ślizgonami. Mogło być gorzej. Gryfonka podniosła wzrok akurat wtedy, gdy naprzeciwko niej przechodziła Pansy Parkinson.
- Cześć, Hermiona – ślizgonka uśmiechnęła się i zatrzymała przy stole gryfonów. – Do zobaczenia na eliksirach.
Brązowowłosa także się uśmiechnęła. Kątem oka zerknęła na stół ślizgonów. Koleżanki Pansy miały bardzo niezadowolone miny, Malfoy wyglądał na szczerze zaskoczonego, a Blaise śmiał się, patrząc na blondyna.
Kiedy Pansy odeszła, Ron spojrzał na Hermionę.
- A więc już jesteście po imieniu – warknął nieprzyjemnie, ale po chwili się opanował. – W porządku – dodał już spokojniej. – Tak poza tym, musimy porozmawiać. Może po lunchu na błoniach?
- Dobrze – powiedziała gryfonka. Była zaintrygowana, ale postanowiła o nic nie pytać. W końcu i tak dowie się, o co chodzi rudzielcowi.
- Tak, wiem, że przyjemnie sobie rozmawiacie – nagle za nimi stanął Harry. – Ale chyba nie chcecie spóźnić się na pierwszą w roku lekcję, do tego z dyrektorką.
Po tych słowach i pożegnaniu się z Ginny, trójka przyjaciół ruszyła na zajęcia transmutacji.
Fantastyczny!
OdpowiedzUsuńGenialny!
Czarujący!
Piękny!
Fenomenalny!
Uwielbiam tego bloga!
Tak bardzo ma oryginalny styl, że po prostu nie da się tego opisać słowami ! ♥
Jakim prawem piszesz tak świetnie, hmm? -.-
Zazdroszcę talentu! ♥
Tak lekko się czytało ten rozdział, że po prostu *.*
Czekam na nn i życzę WENY ;*
Pozdrawiam ♥
http://dramione-milosc-przez-glupote.blogspot.com/
(nowy rozdział :D )
dziękuję, to takie miłe *-*, szkoda że pani od polskiego tak mnie nie docenia xD
Usuńprzeczytałam Twoją notkę już raną, właśnie lecę komentować, ale dziękuję za powiadomienie ;3
Wysłałam do ciebie e-maila, czekam na odpowiedź :)
OdpowiedzUsuń